Małe prowizoryczne fraternie przed 2018 rokiem


Paryż (Francja)

Madlen (Kanada), Luisa i Hannah (Niemcy) zostaną przyjęte w listopadzie w Paryżu przez grupę wolontariuszy z byłego szpitala św. Wincentego a Paulo (w pobliżu Montparnassu). Dziewczęta będą pracować wśród osób ubogich, będą też animować codzienną modlitwę w tamtejszej kaplicy:
https://fraterniteprovisoire.wordpr... [https://fraterniteprovisoire.wordpress.com/]


Almeria (Hiszpania)

Justyna (Francja), Lotte i Irma (Holandia) otworzyły małą wspólnotę w Puebla de Vicar / Almeria (Hiszpania). Przyjęte przez miejscowe parafie, przebywały tam od 5-go października aż do końca miesiąca. Mała wspólnota zajmowała się pracą wśród imigrantów, wśród ludności Rom, a także w pobliskim więzieniu:
https://taizecomunidadvicar.blogspo... [https://taizecomunidadvicar.blogspot.com.es/]


Nowosybirsk (Rosja)

Sarina, Rabea i Marie zostały przyjęte przez Caritas w Nowosybirsku, od 25-go września do 5-go listopada. Oprócz pomocy w różnych akcjach prowadzonych przez Caritas, dziewczęta prowadziły życie wspólnotowe, oparte na codziennej modlitwie:
https://spcnovosibirsk.wordpress.com/


Roman (Rumunia)

Od 13-go września do 9-go października Marion (Francja), Elli, Karin i Elisabeth (Niemcy) utworzyły małą, tymczasową wspólnotę w mieście Roman (Rumunia). Przyjęte przez zakon Franciszkanów Konwentualnych (OFM Conv.), włączyły się w dzieła solidarności na rzecz miejscowej ludności Rom. Wizyta wolontariuszek stała się też okazją do odwiedzin w okolicznych parafiach:
https://www.dropbox.com/sh/ym816bui... [https://www.dropbox.com/sh/ym816buivapnkq1/AACxkVw3347umm_nnTHpRRL5a?dl=0]


Oran (Algieria)

Centrum diecazjalne w Oranie i biskup Jean-Paul Vesco zaprosili Souhir (Algieria), Rebeccę, Silke i Antonię (z Niemiec), aby stworzyły prowizoryczną wspólnotę od końca lipca do końca sierpnia. Ukierunkowanie na dzielenie się doświadczeniami chrześcijan i muzułmanów oraz spotkania ze studentami z różnych krajów afrykańskich.
https://taizeoran.wordpress.com/


Bouet (Egipt)

Narimane (Egipt), Lena (Niemcy) oraz Lieneke (Holandia), utworzą małą, prowizoryczną wspólnotę w Bouet, w Górnym Egipcie, od 7-go sieprnia do 7-go września. Przyjęte przez karmelitanki z klasztoru pw. św. Józefa, dziewczęta wezmą udział w projektach edukacyjnych i katechetycznych, będą też odwiedzać okoliczne wspólnoty:
https://taizeinegypt.tumblr.com/


Sidon (Liban)

Wspólnota Fratelli oraz biskup Elie Haddad przyjmują w sierpniu Friedemanna, Floriana oraz Jonathana (z Niemiec) w Sydonie (Liban). Wolontariusze biorą udział w projektach duszpasterskich oraz pracują w centrum socjo-kulturalnym wspólnoty Fratelli, w mieście Rmeileh. Centrum gości Syryjczyków, Libańczyków oraz Palestyńczyków, większość z nich to dzieci.


Freiburg (Szwajcaria)

Viktoria (Ukraina), Miriam (Włochy), Basia (Polska) i Anna-Larissa (Niemcy), w miesiącu sierpniu tworzą małą wspólnotę we Freiburgu i Bulle, Szwajcaria. Przyjmuje je parafia St. Pierre, przy której wolontariuszki pracują z migrantami, prowadzą lekcje i animują modlitwę. Przewidziane są spotkania w innych parafiach i wspólnotach chrześcijańskich.
https://taizefribourg.wordpress.com


Sumy (Ukraina)

Clotilde (Francja) i Andy (Stany Zjednoczone), przebywają od 20-go lipca do 20-go sierpnia w parafii Zwiastowania w Sumy, na Ukrainie. W tym czasie są one zaangażowane w rozmaite projekty charytatywne oraz pomagają w przygotowaniu modlitw.
https://taizesumy.wordpress.com/


Tuluza (Francja)

Marie ze Szwajcarii, Christine z Francji i Katarzyna z Polski będa tworzyły razem [małą prowizoryczną wspólnotą w parafii Ducha Św. w Tuluzie. Będą tam przyjęte przez wspólnotę sióstr Bonne Nouvelle (Dobrej Nowiny). Od 13 lipca do 9 sierpnia będą dzieliły życie z tymi, którzy mieszkają w tej ubogiej okolicy, a także uczestniczyły w tygodniu misyjnym oraz pomagały prowadzić obóz dla dzieci:
https://tctoulouse.wordpress.com


Bad Doberan (Niemcy)

- Stanisław z Polski, Élie z Francji, Felix i Nikolas z Niemiec oraz Hannes z miasta- gospodarza zamieszkają razem w Bad Doberan na wybrzeżu Morza Bałtyckiego. Będą tam goszczeni przez miejscową parafię luterańską. Od 26 maja do końca czerwca stworzą małą tymczasową wspólnotę, prowadząc modlitwy w kościele w Minster oraz w innych miejscowościach, pracując w ogrodzie należącym do wspólnoty oraz z uchodźcami.
https://doberan-taize.blogspot.de


Tallinn (Estonia)

- Paulina (Polska), Helena i Malena (Niemcy) spędzą czerwiec wraz z luterańską wspólnotą w Mustamäe (Tallinn / Estonia), żyjąc w małej prowizorycznej wspólnocie. Dziewczęta będą prowadzić modlitwy, brać udział w lokalnych inicjatywach, takich jak wydawanie posiłków lub animowanie spotkań w małych grup. W programie są też odwiedziny miejscowych wspólnot i rodzin.
https://smallprovisionalcommunityin... [https://smallprovisionalcommunityintallin.wordpress.com/]


Minden (Niemcy)

- Sarah (Francja), Marta (Polska) i Julia (Niemcy) będą tworzyć w dniach 17 maja do 16 czerwca małą prowizoryczną wspólnotę w Minden, w Niemczech (w regionie Bielefeld, w pobliżu Hanoveru). Grupa chrześcijan różnych wyznań wraz z mieszkańcami miasta, przyjmą wspólnotę w Simeonsherberge. Kiedyś była to plebania, potem dom stał opuszczony, a teraz jest miejscem spotkań i domem dla gości. Na członków małej wspólnoty czekają różne zadania, takie jak pomoc w jadłodajni:
tcminden.wordpress.com/ [https://tcminden.wordpress.com/]


Oberrieden (Szwajcaria)

- Maciej (Polska), Sebastian i Jan (Niemcy) w miesiącu marcu będą tworzyć małą prowizoryczną wspólnotę w Oberrieden i w okolicy Jeziora Zuryskiego (Szwajcaria). Wezmą oni udział w rozmaitych projektach edukacji religijnej, będą odwiedzać okoliczne wspólnoty, biorąc udział w projektach charytatywnych.


Saragossa (Hiszpania)

- Zofia (Polska), Katharina (Niemcy) i Nikki (Holandia) udadzą się 10-go marca na miesiąc do Saragossy (Hiszpania). Będą one przyjęte w parafii melchickiej, w której przygotowano bogaty program:

https://taize-zaragoza.comiles.eu/i... [https://taize-zaragoza.comiles.eu/index.php]


Delemont (Szwajcaria)

- Elsa (Francja) Annika i Judith (Niemcy) utworzą małą prowizoryczną wspólnotę w Delemont, w Jurze Szwajcarskiej, od 5-go marca do 2-go kwietnia 2017. Będą one przyjęte przez międzywyznaniową grupę modlitewną oraz przez przedstawicieli poszczególnych miejscowych Kościołów. Będą one pomagać w prowadzeniu modlitw, wezmą też udział w pracy miejscowych grup charytatywnych, które zajmują się uchodźcami przebywającymi w kantonie:

https://provisionalcommunitydelemon... [https://provisionalcommunitydelemont.wordpress.com/]


Akkar (Liban)

- Od 19 grudnia 2016 do 24 stycznia 2017 Rafaela (Szwajcaria), Julia (Hiszpania), Maria (Rumunia) oraz Raquel (Portugalia) zamieszkają w prowizorycznej fraterni na północy Libanu w regionie Akkar. Nawiążą kontakty z organizacjami społecznymi oraz będą pracować w centrum na rzecz pokoju „Relief and Reconciliation” u boku innych wolontariuszy i pośród uchodźców pochodzenia syryjskiego:
https://lebanonprovisionalcommunity... [https://lebanonprovisionalcommunity.wordpress.com/]


Givors (Francja)

- Dwóch braci z Taizé, wraz z dwójką wolotariuszy, od początku listopada mieszka w prowizorycznej fraterni w Givors, na obrzeżach Lyonu. Zostaną tam do połowy grudnia dzieląc codzienne życie tej dzielnicy. Czas wypełniony jest wspólną modlitwą, spotkaniami, odwiedzinami oraz posługą duszpasterską. Ich obecność jest skromnym znakiem braterstwa i odkrywaniem - wspólnie z katolikami oraz protestantami - nadziei w życiu dzielnicy. Szczególną uwagę poświęcają inicjatywom wspierającym dialog międzyreligijny. Ta niewielka ekipa podejmuje różne zadania praktyczne, wspiera inicjatywy socjalne, wizyty duszpasterskie i modli się trzy razy dziennie. Wspólna modlitwa bywa okazją do wspólnego spędzenia czasu z osobami, wśród których mieszkają i pracują.


Bari (Włochy)

- Szilárd (Rumunia), Markus (Niemcy) i Rui (Portugalia) od 7 listopada mieszkają przez miesiąc w prowizorycznej fraterni w Bari. Sa goszczeni przez parafię San Marcello oraz Wspólnotę Santa Scoolastica. Animują oraz uczestniczą w modlitwach oraz pomagają w znajdującym się nieopodal obozie dla uchodźców:
http://pcinbari.blogspot.fr/


Torres Vedras (Portugalia)

- Denisa ze Słowacji oraz Sarah i Rebecca z Niemiec mieszkały od 7-go sierpnia do 2-go września w Torres Vedras w Portugalii, tworząc tam małą prowizoryczną wspólnotę. Dziewczęta zostały przyjęte przez miejscową parafię São Pedro e Santiago in Igreja da Graça oraz przez wspólnotę "Concha de Santiago". Pośród innych zajęć animowały one momenty modlitwy, odwiedzały ludzi mieszkających w okolicy, spotykały się z dziećmi i mlodzieżą z grup działających przy parafii:
https://m.facebook.com/ProvCommunit... [https://m.facebook.com/ProvCommunity-Torres-Vedras-191474564600441/].


Milton Keynes (Wielka Brytania)

- Bianca i Franzi z Niemiec oraz Miriam z Hiszpanii żyły w małej wspólnocie prowizorycznej w Kaynes (Anglia), od 13-go sierpnia do 11-go września. Były one przyjęte przez "Kościół bez murów", żyjąc w lokalnej wspólnocie i dzieląc z mieszkańcami chwile modlitwy:
http://miltonkeynes-taize.blogspot.fr/.


Münster (Niemcy)

- Od 24-go czerwca do 21-go sierpnina, parafia St Lamberti w Münster (Niemcy), klerycy miejscowego seminarium oraz grupa studentów, przyjęła małą wspólnotę prowizoryczną. Tworzyli ją András z Węgier, Anton z Niemiec i Michael ze Szwajcarii. Animowali codzienne modlitwy oraz brali udział w różnych inicjatywach parafialnych:
https://www.facebook.com/groups/164... [https://www.facebook.com/groups/1649851295342091/].


Marrakesz (Maroko)

- Nawojka z Polski, Caren z Niemiec i Maria z Hiszpanii udadzą się do Marakeszu w Maroku, od 22-go sierpnia do 22-go września. Zamieszkają one przy katolickiej parafii i duszpasterstwie akademickim i będą brały udział w rozmaitych akcjach solidarności, realizowanych wspólnie przez ludzi z różnych kultur:
http://taizemorocco.tumblr.com/


Halle (Niemcy)

- We wrześniu Bálint z Węgier, Pieter z Holandii oraz Michael z Niemiec będą przebywali w Halle, dzieląc wspólnie doświadczenie życia w małej prowizoryznej wspólnocie. Będą oni przyjęci przez Halle South Protestant Church oraz katolicką parafię franciszkańską, wraz z klasztorem braci. Młodzi ludzie będą brali udział w różnych akcjach wolontariatu, szczególnie w dzielnicy Silberhöhe:
https://communitylifehalle.wordpres... [https://communitylifehalle.wordpress.com/]


Paryż (Francja)

- W sierpniu Colin, Michael, Tomislav i Ben tworzyli małą prowizoryczną wspólnotę w Paryżu. Przyjęci przez dominikanów, młodzi ludzie pracowali wśród dzieci z centrum dla migrantów.


Bruges (Belgia)

- Malena (Niemcy) i Ester (Hiszpania) spędziły miesiąc maj w Bruges (Belgia), gdzie tworzyły małą prowizoryczną wspólnotę, dzieląc życie Wspólnoty Arka. Opisały one swoje doświadczenia w blogu:
«One Month with the L’Arche-Community in Brugge» [http://smallprovisionalcommunity-arkbrugge.blogspot.fr/].


Sumy (Ukraina) – luty/marzec 2016

Lenka (Czechy), Rafaela (Szwajcaria) i Mira (Niemcy) spędziły miesiąc – od 21 lutego do 21 marca – w parafii katolickiej w miejscowości Sumy na Ukrainie. Na początku swojego pobytu napisały:

Ten kraj jest naprawdę inny niż wszystkie, które poznałyśmy do tej pory, ale jednocześnie bardzo się cieszymy, że mamy okazję go odkryć. Ludzie są tak ciepli i otwarci. Dowiadujemy się wiele o trudnej obecnie sytuacji Ukrainy. Wiele osób nie ma pracy, a nawet domu. Dwa razy w tygodniu pomagamy takim osobom pracując w kuchni. Jesteśmy pod wrażeniem optymizmu ludzi. Jednak opowiadają nam oni również o wojnie i o członkach swoich rodzin, którzy przez nią zginęli.

Odwiedzamy również pewnego starszego, niewidomego pana, aby pomóc mu w sprzątaniu. Zadziwił nas swoją głęboką wiarą. Dla niego zaufanie jest źródłem życia. Dostrzegamy w nim wewnętrzne światło. Ma na imię Ishtvan.

Po pewnym czasie dziewczyny dodały:

Uczestniczyłyśmy w modlitwie, na którą zebrało się wielu parafian oraz osoby z Afryki. Spotkałyśmy kilku żołnierzy z Doniecka, co było bardzo mocnym doświadczeniem.

Rafaela napisała też:

Spotkałyśmy ludzi bardzo gościnnych. Czasami miałam wątpliwości czy coś nam się uda, a w końcu wszystko dobrze się kończyło – byłyśmy prowadzone przez Boga. Codzienne wspólne modlitwy pomagały nam odnaleźć spokój i zmierzyć się z trudnościami.

Trudno mi było się żegnać. Nie wybrażałam sobie, że podczas tego wyjazdu poznam tylu wspaniałych ludzi i poczuję się na Ukrainie jak w domu. Mimo trudnego pożegnania, pobyt na Ukrainie pomógł mi odnowić moją wiarę, dodał sił i motywacji do mojego życia.

Oksana, która zorganizowała gościnę w tej małej prowizorycznej fraterni, napisała po wyjeździe wolontariuszek:

Te młode kobiety zaangażowały się w akcje dobroczynne jak pomoc w kuchni i wydawaniu posiłków osobom bezdomnym, odwiedziny u osób chorych i starszych… Oczywiście poświęciliśmy również jeden z wieczorów na prezentację na temat Taizé.

Wszyscy zgadzamy się, że prowizoryczna fraternia była dla nas cennym doświadczeniem. Chcielibyśmy co roku w czasie Wielkiego Postu zapraszać wolontariuszy!


Grzybów (Polska) - luty/marzec 2016

Katia, Julia i Josy spędziły miesiąc w prowizorycznej fraternii w Grzybowie. Zostały ugoszczeone przez lokalną parafię oraz stowarzyszenie Ziarno.

Nasze codzienne modlitwy we fraternii były dla nas bardzo ważne. Oprócz naszych gospodarzy, Ewy i Piotra, regularnie uczestniczyła w nich również Magda – młoda dziewczyna, która przychodziła każdego ranka. Pomimo problemów z komunikacją po angielsku, często zostawała na herbatę lub zapraszała nas do swojego domu. Śpiewy po polsku były dla nas wyzwaniem, ale chcieliśmy, żeby modlitwa była przystępna dla wszystkich.

Nasze zadania nie były same w sobie spektakularne. Natomiast były ważne dla osób, którym pomagałyśmy. Na przykład dla niepełnosprawnej kobiety, której pomagałyśmy w robieniu zakupów oraz odwiedzaniu grobu rodziców. W porozumiewaniu się nie przeszkadało nam to, że ona nie znała ani angielskiego ani niemieckiego, a my nie mówimy po polsku – może dlatego, że była bardzo otwartą i ciekawą świata osobą.

Ewa, która przyjęła małą fraternię w Grzybowie, napisała:

Powiedziałam dziewczynom, że animowane przez nie codzienne modlitwy były dla mnie jak skrzydła, dzięki którym mogłam stawić czoło codziennym problemom.

Gyongyosoroszi (Węgry) - luty/marzec 2016

Stephan, Javier i Timothy zostali ugoszczeni przez Siostry Dobrego Pasterza w Gyongyosoroszi na Węgrzech. W wiosce mieli okazję poznać Romów:

Stephan pisze:

W małej wiosce Gyongyosoroszi zetknęliśmy się z kulturą bardzo odmienną od naszych standardów europejskich. I to pomimo tego, że od wieków dzielimy ten sam kontynent. Romowie są wędrowcami, więc żyją w świecie i w społeczeństwie różniącym się od naszego pod wieloma względami. Oni inaczej postrzegają sprawy materialne.

Javier dodaje:

W szkole podstawowej bawiliśmy się z dziećmi i rozśmieszaliśmy je. Również dorośli byli wzruszeni naszą obecnością. Chcieli nam przekazać jak trudna jest ich misja pedagogiczna. Nauczyciele są Węgrami, a ich uczniowie – wszyscy bez wyjątku – Romami. Wszystkie węgierskie dzieci uczęszczają do innej szkoły. Wydaje się, że dzieci nie zdają sobie sprawy z tej segregacji, ale młodzież zaczyna okazywać swoją frustrację z tego powodu. Jedna ze starszych kobiet opowiadała, że ta segregacja jest obecna w jej życiu nawet, kiedy w niedzielę idzie do kościoła…

Timothy:

Wczoraj mieliśmy wielką radość gościć w domu Katti i jej liczną rodzinę. Obok prostej przyjemności zjedzienia dobrej kolacji pojawiła się radość z tego, że takie spotkanie w ogóle doszło do skutku. Kiedy dziesięć dni wcześniej powiedzieliśmy siostrom o naszym pragnieniu spożycia wspólnego posiłku z kimś z wioski, myślały, że to nie będzie możliwe.

Stephane:

Nasza trójka, czuliśmy się stworzeni do życia w tej małej prowizorycznej fraternii. Nie jesteśmy tacy sami, ale to właśnie nasze różne doświadczenia życiowe i nasza wiara, niewielkie rożnice kulturowe pomiędzy trzema krajami, z których pochodzimy, a nawet nasze różne głosy do śpiewania sprawiły, że to doświadczenie przerosło moje oczekiwania. Nie obyło się bez trudności i czasami dyskutowaliśmy o tym, co i jak zrobić. Mimo to wiedzieliśmy, że mamy fundament, na którym możemy budować nasze wspólnotowe życie.

Lancaster (Wielka Brytania) - luty/marzec 2016

Od 15 lutego do 15 marca Lisa, Camilla i Elli tworzyły małą prowizoryczną fraternię w Lancaster, przy wspólnocie Lunesdale. Dzielą się swoimi wrażeniami na poniższym blogu:
lunesdale.community/blog [http://lunesdale.community/blog/].


Rzym (Włochy) - luty/marzec 2016

Podczas Wielkiego Postu 2016, Jubileuszowego Roku Miłosierdzia, Xiaoxia (z Chin), Johanna, (z Niemiec), Franziska (z Niemiec) i Dominika (z Polski) tworzą małą prowizoryczną fraternię u sióstr kanosjanek w Rzymie. Wraz z kilkoma braćmi Wspólnoty prowadzą modlitwy ze śpiewami z Taizé dwa razy dziennie w kościele San Giovanni Battista de’Fiorentini. Pomagają także w stołówce Caritas wydając posiłki dla uchodźców, osób bezdomnych lub bezrobotnych.

Franziska pisze:

W Rzymie przejście przez ulicę jest już pielgrzymką zaufania! Musisz mieć odwagę zrobienia pierwszych kroków na ulicy, aż zobaczysz, że samochody zwalniają i wtedy już pewniej możesz iść dalej. Tworzenie małej prowizorycznej fraternii w stolicy Włoch jest też do tego podobne. Wiele niepewności, bo żadna z nas nie mówi po włosku, tylko kilka słów, podobnie po francusku i hiszpańsku, a z drugiej strony niewielu Włochów mówi po angielsku... jednak jakoś dajemy radę odnaleźć się w mieście. Ale kiedy wokół siebie słyszymy różne języki zdajemy sobie sprawę, że nie jesteśmy jedynymi Niemkami, Polkami czy nawet Chinkami w tym tak turystycznym mieście.

Rytm naszym dniom nadają trzy modlitwy: poranna około 9 rano w domu, południowa o 12:00 i popołudniowa o 17:00 z kilkoma braćmi z Taizé w bocznej kaplicy kościoła San Giovanni Battista dei Fiorentini.

Pomiędzy popołudniowymi modlitwami aktywnie uczestniczymy w dziełach solidarności i miłosierdzia przez pomoc w stołówce Caritas, która gości między 450 a 550 bezdomnych, bezrobotnych i uchodźców. To piękne widzieć, jak wiele osób przychodzi by pomóc. Podczas pracy spontanicznie zaczynamy śpiewać, co doceniają osoby, które przyszły na posiłek. Dla wielu z nich najważniejsze jest to, że dajemy czas i przestrzeń w naszym życiu, by być z nimi. Z naszego doświadczenia widzimy, że pójście tam, gdzie jesteśmy potrzebni, zobaczenie jak możemy pomóc bez znajomości języka wymaga z początku zaufania, ale nie jest trudne. Ostatecznie wszyscy się uśmiechamy w tym samym języku!


Calais (Francja) - luty/marzec 2016

Petr i Tomasz, dwóch wolontariuszy z Taizé, są w Calais na kilka tygodni. Oto pierwsza wiadomość od nich informująca o życiu i pracy w „Dżungli Calais" - obozie dla uchodźców.

Siedzimy w domu Marii Skobcowej w drugim dniu naszego pobytu w Calais. Marie i Adam wspaniale się nami zaopiekowali i miło spędziliśmy razem czas. Staramy się zorganizować wspólną modlitwę w domu lub nawet w „Dżungli”. Pomogliśmy w kuchni polowej tzw. „Belgii” rozdać posiłki dla 350 osób.

Wtorek to dzień pełen niepokoju z powodu ultimatum o wysiedleniu i zniszczeniu połowy obozu. W tej części znajduje się również „nasz” prawosławny kościół św. Michała Archanioła. Ultimatum stawiano już kilkukrotnie, i choć nic się nie wydarzyło, ludzie naturalnie mają obawy. Prosimy was o modlitwę w tej sprawie.

Jakiś czas temu kilka samochodów kempingowych należących do obozowych wolontariuszy zostało zaatakowanych i spalonych. Na szczęście nikt w nich wtedy nie spał.

Pierwsze wrażenie było dla nas naprawdę mocne. Najgorszy był widok dzieci… oraz rodzin z niemowlętami… Czy to znak nadziei? Rodzice są wykończeni.

Staramy się wykorzystać każdą okazję do rozmowy z ludźmi w obozie z wielu powodów. Ktoś chciałby mały krzyżyk, ktoś potrzebuje kawałek materiału, ale większość z nich chce po prostu porozmawiać o swoim dniu lub o tym, co może się stać we wtorek…

Kiedy wyjeżdżaliśmy dzisiaj z „Dżungli” na środku drogi zatrzymał się samochód, z którego wysiadło kilka muzułmańskich dziewczyn w hidżabach. Powiedziały, że zostawiły dla nas w kościele kilka egzemplarzy Biblii w języku angielskim…


Porto (Portugalia) - styczeń 2016

W styczniu Bonfim/Porto gościło małą prowizoryczną fraternię młodych. Tworzyły ją trzy dziewczyny: Rita (Irlandia), Cecilia (Włochy) oraz Ina (Niemcy). Oto niektóre echa z ich pobytu:

Dlaczego tutaj jestem? Nie znam miejscowego języka, nikt mnie nie rozumie, gdy mówię po angielsku „ponieważ mówię zbyt szybko i mam zabawny akcent”. Nie potrafię śpiewać. Nie mam pojęcia, co się dzieje! Dlaczego tutaj jestem?! Wtem słowa brata Leo wróciły do mnie z całą siłą: „Po prostu tam bądź, przebywaj z ludźmi i módl się trzy razy dziennie… to wszystko, co masz robić.” No dobrze.
 
Kiedy ludzie nie potrafią mówić tym samym językiem, wytwarza się między nimi szczególna relacja. Nie mówić tym samym językiem nie oznacza nie móc się porozumiewać. Bez znajomości języka, bez nieporozumień, które czasami przynoszą słowa, bez możliwości zagadania każdej chwili, pojawia się dziwna, ale piękna okazja do przebywania w obecności drugiej osoby.
 
Czujemy się członkami jednej rodziny, pomimo barier językowych. Zdążyłyśmy się zorientować, że Portugalczycy nie pozwalają, by te bariery stały się przeszkodą w komunikacji i poświęcają wiele czasu na to, żebyśmy się mogli porozumieć innymi sposobami. (...)
 
Wspólnota lokalna w Bonfim ma charakter południowy, ludzie są gościnni, otwarci, troskliwi. Od początku było widoczne, że ojciec Nuno oraz osoby, które każdego dnia przebywają w jego domu, są zadowoleni z naszej obecności: potwierdzali to na przykład licznymi uściskami i uśmiechami. To otwarte, gościnne, rodzinne środowisko pozwoliło nam samym zachowywać się spontanicznie, co było konieczne do zbudowania małej fraternii. Byłyśmy w stanie znaleźć równowagę między naszą przestrzenią prywatną (fizyczną i psychiczną) oraz czasem, który dzieliłyśmy z parafianami. Mieszkałyśmy w małym domku, przylegającym do domu o. Nuno, ale niezależnym od niego.
 
Podczas tych czterech tygodni rano pomagałyśmy przy parafii, robiąc to wszystko, o co prosili nas pracownicy sekretariatu (pakowałyśmy figurki, robiłyśmy zdjęcia ikon itp.). Każdego dnia spędzałyśmy też kilka godzin w centrum opieki dziennej dla ludzi starszych, pomagałyśmy też w projekcie redystrybucji artykułów spożywczych, które otrzymywaliśmy z różnych restauracji i rozdawaliśmy je rodzinom w potrzebie.
 
W centrum opieki dla starszych nie miałyśmy wyznaczonych celów do osiągnięcia, dzięki czemu doświadczyłyśmy w szczególny sposób “servizio” (służby); goście centrum nie mieli wobec nas żadnych oczekiwań. Muszę powiedzieć, że to my miałyśmy początkowo oczekiwania, zakładałyśmy na przykład, że zorganizujemy określone zajęcia, dzięki którym będziemy się lepiej poznawać. Szybko jednak okazało się, że chodziło po prostu o przebywanie z nimi, o dzielenie swojego czasu z tymi starszymi osobami, które spędzają sporą część swojego dnia siedząc na kanapie. Razem z tymi osobami każdego dnia w południe (“centro de dia”) przeżywałyśmy wspaniały moment wspólnej modlitwy! To był czas czystego pokoju i harmonii, i wielu z nich prosiło, żebyśmy powtórzyli to doświadczenie! Jesteśmy wdzięczne za te chwile, które dzieliliśmy z nimi!
 
Bank żywności to projekt bardzo ciekawy. Najlepszą jego częścią są ludzie, dynamiczna grupa osób pochodzących z tak wielu grup społecznych. Pracowali oni w małych grupach, zmieniających się każdego wieczora. Każda osoba wnosiła własny styl pracy, własną osobowość.
 
W piątek 29-go zorganizowałyśmy nocne czuwanie, od 21.00 do 9.00 rano. Przyszło wielu mieszkańców miasta i przez wiele godzin kaplica była wypełniona. Co godzinę prowadziłyśmy modlitwę śpiewami, a reszta czasu pozostawała na medytację w ciszy… nigdy bym nie uwierzyła, że kiedyś to powiem, ale to było wspaniałe.
 
Spędzałyśmy razem wiele czasu i nie zawsze było łatwo. Myślę, że to coś naturalnego, że czasami pojawiają się napięcia i nieporozumienia. Potrafiłyśmy się z tym uporać i pomimo wyraźnych różnic między nami, zawsze znajdowałyśmy sposób, by wszystko zebrać znowu w całość. (...)
 
Nasze wspólne życie w Porto niosło ze sobą pewne wyzwania, ale myślę, że są one częścią codziennych doświadczeń każdego człowieka. Nie można uniknąć trudniejszych dni, ale momenty piękne i zabawne potrafią wymazać każdą gorszą chwilę.

Ojciec Nuno pisze:

Wydaje się, że miesiąc to niewiele czasu, nie dość, by się pokłócić i pogodzić, oraz by zrozumieć, że to jest możliwe. Mój dom i moja parafia są zawsze otwarte dla małych prowizorycznych fraternii. Jestem zdania, że ewangelizacja miast nastąpi właśnie przez modlitwę i pracę osób, których jedynym pragnieniem jest służyć Jezusowi. A jeśli dzisiaj obserwujemy, że rodzina ludzka coraz rzadziej kieruje się w życiu Ewangelią, dobrze jest tworzyć choćby “na siłę” małe wspólnoty, które żyją Dobrą Nowiną radykalnie. Te wspólnoty nie zastępują rodziny, ale wykraczają poza granice rodziny.

W 2014 i 2015 roku


Slavonsky Brod (Chorwacja)

Kontynuując swoje zaangażowanie w pracę z uchodźcami, Samuel (Niemcy), Joshua (Holandia) i Jaap Jan (Holandia) spędzili 4 tygodnie w miejscowości Slavonsky Brod (Chorwacja) współpracując z Jezuicką Służbą Uchodźcom. Oto ich wrażenia:

Ciężka praca! Obóz jest niesamowity. Najpierw zostają zarejestrowani i otrzymują posiłek, potem idą do ogrzewanego namiotu. Próbujemy pomagać i służyć uchodźcom. W zależności od ich potrzeb kontaktujemy ich z właściwą osobą, uśmiechamy się, rozmawiamy, odpowiadamy na pytania, łączymy rodziny, zabawiamy dzieci...
 
Oczy dzieci dodają nam siły, nawet kiedy jesteśmy bardzo zmęczeni. Mężczyzna z Iraku powiedział nam:
 
„Widok woluntariuszy rozgrzewa nasze serca. Nadal trudno mi zrozumieć, że są ludzie, którzy poświęcają swój czas i ciepłe łóżko, żeby być z nami w nocy i pomagać.”
 
Poruszający jest widok uchodźców mieszkających razem w pokoju po tych wszystkich trudnych doświadczeniach, które były ich udziałem.
Łączy ich wspólna nadzieja na lepsze czasy. Tak naprawdę to ona łączy nas wszystkich. Kiedy oni jęczą, my jęczymy z nimi, w ciszy. Kiedy oni się modlą, my modlimy się z nimi, w ciszy.
 
Staramy się też animować wspólne życie nas, woluntariuszy. Ja spędzam dużo czasu gotując. Próbujemy więc „służyć tym, którzy służą.”
 
Nawet jeśli nie mamy tu miejsca na wspólną modlitwę, udało nam się zaprosić czwórkę naszych kolegów do modlitwy w obozie, modlitwy za uchodźców, którzy są w drodze, i za woluntariuszy. Czasem nasi muzułmańscy koledzy proszą nas o błogosławieństwo przed posiłkiem.


Drezno (Niemcy)

W listopadzie 2015 roku Lea (Niemcy), Anna (Polska) i Michaela (Niemcy) mieszkały w małej tymczasowej wspólnocie w Dreźnie:

Zrobiłyśmy jabłecznik i poszłyśmy odwiedzić starszą panią, która nie może już uczestniczyć we wspólnych modlitwach parafii. Była taka szczęśliwa, mogąc z nami porozmawiać, my też. Śpiewałyśmy razem...
Na nasze modlitwy wieczorne zapraszałyśmy wszystkich i w ten sposób powstała bardzo różnorodna grupa złożona z parafian i przyjaciół Taizé. Czasami byłyśmy tylko my.

Raphaela, osoba kontaktowa w parafii, która je przyjmowała, napisała:

W Gorbitz żyje wiele osób, które musiały uciekać ze swojego kraju. Te trzy dziewczyny czasem chodzą z nimi do szpitala, jak na przykład z tym Syryjczykiem, który nie mówi ani po niemiecku, ani po angielsku. Przeżywamy cały ten czas jak wielkie błogosławieństwo. Niektórych rzeczy, które planowaliśmy, nie udało się zrealizować, ale niespodziewanie otwierały się inne drzwi.

Dwa tygodnie po powrocie, Anna napisała:

Na tę chwilę mogę powiedzieć, że nadal mam wrażenie, że tam jestem – w takim sensie, że staram się nadal żyć w podobny sposób – szczególnie myślę tu o modlitwie, i tej wewnętrznej potrzebie spotykania się z innymi w prosty sposób, dzielenia życia z nimi i pomagania jako woluntariusz.


Budapeszt (Węgry)

Trzech młodych wolontariuszy: Samuel z Holandii, Adam z Wielkiej Brytanii oraz Petr z Czech spędziło miesiąc w prowizorycznej fraterni u księży jezuitów w Budapeszcie. Zamieszkali w kraju borykającym się w ostatnich tygodniach z napływem dziesiątków tysięcy uchodźców. Wolontariusze pomagali w kilku projektach Jezuickiej Służby Uchodźcom wspólnie z węgierską wolontariuszką wysłaną z Taizé, która była goszczona przez lokalną rodzinę.

Przebywali w Fót, ośrodku dla uchodźców, gdzie przyjmowane są dzieci i młodzi ludzie poniżej osiemnastego roku życia. Byli również po dwóch wysłani na granicę węgiersko-austriacką oraz serbsko-chorwacką, gdzie pomagali w dystrybucji żywności, gorącej herbaty, ubrań oraz kocy. Czasami zostawali tam również na noc by zastąpić wycieńczonych wolontariuszy.

Oto kilka fragmentów z ich dziennika:

„Kiedy pojawiliśmy się dzisiaj w Fót, zostaliśmy gorąco przyjęci przez poznanych poprzedniego dnia chłopców. Dzień rozpoczęliśmy od próby upiększenia tego miejsca, aby było bardziej przyjazne i wygodne. Jedno z dzieci zrobiło sobie ze mną zdjęcie i pokazało mi je. Jego uśmiech na tym zdjęciu był dla mnie bardzo ważny.”
 
„Dla nas oczywistym było, żeby jeść posiłki razem z naszymi przyjaciółmi – uchodźcami, ale nie dla nich… Byli zadziwieni, że stoimy razem z nimi w kolejce po ten sam skromny obiad. Niektórzy podchodzili do nas, zostawiając własny talerz pod okiem znajomych, aby podać nam szklankę wody. Inni nawet dzielili się otrzymanymi orzechami i ciastkami. I w ten sposób runęły mury między nami.”
 
„Podczas obiadu szybko można było zorientować się, kto dopiero przyjechał. Nowe osoby zachowywały się trochę niegrzecznie wpychając się do kolejki, podczas gdy pozostali respektowali reguły. Jeden z chłopców, Afgańczyk mówiący po angielsku i prawdopodobnie szef grupy, odłożył porcję dla jednego z nas, kiedy ten przyszedł spóźniony.”
 
„Już pierwszego dnia zauważyliśmy, jak bardzo kochają muzykę, a zwłaszcza śpiew. Przynieśliśmy więc gitarę. Ku naszemu zdziwieniu kilka osób poprosiło, żeby nauczyć je grać. Usiedliśmy w kole, graliśmy i śpiewaliśmy wspólnie, a także słuchaliśmy ich piosenek.”
 
„Prawie wszyscy są gotowi, by pomagać i pracować razem z nami. Umyliśmy dzisiaj okna i drzwi. Większość osób jest świadoma tego, że ten dom jest dla nich oraz dla tych, którzy przybędą tu po nich. Kilka osób zgłosiło nam dzisiaj pomysł, by nadać nazwę temu domowi. Wszystko wskazuje na to, że będzie się nazywał Happy House.”
 
„Dzisiaj przypadło święto „Eid Mubarak”, więc zapytaliśmy, w jaki sposób chcieliby je uczcić. To muzułmańskie święto upamiętnia ofiarę Abrahama. Z tej okazji zazwyczaj jedzą wystawny posiłek i baranka. Jednak dzisiaj cieszyli się nawet ze skromnej kolacji oraz świeżych i suszonych owoców. Najważniejszym było dla nich, że mogli się dobrze uczesać i ogolić.”
 
„Mogliśmy obserwować jak chłopcy okazują sobie nawzajem szacunek i starają się być otwartymi również na nas. Podczas świętowania siedzieliśmy w kole, grała afgańska muzyka i cały czas ktoś tańczył.”
 
„Jeden z chłopców, Ibrahim z Pakistanu, odciągnął mnie na chwilę od tańców, by pokazać mi dania – proste i kolorowe – umieszczone na stole za plecami roześmianych kolegów. Na środku sali na arabskim dywanie tańczyło boso trzech chłopców. Ibrahim powiedział: „To właśnie jest szczęście!”.”
 
„W sobotę przyprowadziłem do Fót trzech węgierskich studentów, by pokazać im to miejsce i otworzyć ich na pomysł pomocy i goszczenia uchodźców. Byli krytyczni. Wyjaśniłem im, że musimy robić, co w naszej mocy, by uczynić życie uchodźców bardziej szczęśliwym…”
 
„Podczas obiadu usiadłem do stołu z młodymi Irakijczykami. Jeden z chłopców powiedział, że uwielbia cebulę. Po posiłku poszedłem i kupiłem cebulę. Kiedy mu ją dałem, miał w oczach prawdziwą radość. Nie myślałam, że cztery cebule mogą wywołać tyle pozytywnych emocji.”
 
„Miałem dużo szczęścia, że wysłano mnie na Węgry. Chciałbym móc zrobić więcej i mam nadzieję, że inni młodzi ludzie będą kontynuować tę pracę. Chciałbym, żebyśmy wszyscy pojęli, że ci ludzie uciekli przed niebezpieczeństwem, wojną, smutkiem i rozpaczą i maszerowali do wolności, nadziei i przyszłości. Musimy to lepiej zrozumieć i im pomagać.”
Samuel (Holandia), Adam (Wielka Brytania) i Petr (Czechy)


Granollers (Hiszpania)

Pozdrowienia z El Xiper! Merce mieszka w domu pomocy i jest jego duszą. Na piętrze mieszkają rodziny. W budynku znajdują się ponadto bank żywności, pomieszczenia gospodarcze, profesjonalna kuchnia, duża sala, kilka biur, łazienka z prysznicami, a w budynku obok urządzono kaplicę. Obiad przygotowywany jest siedem dni w tygodniu dla około pięćdziesięciu osób mających problemy socjalne. Wydawane jest również śniadanie dla osób bezdomnych, głównie młodych Afrykańczyków. Od czterdziestu lat dwa razy w tygodniu organizowane są spotkania wspólnoty z modlitwą i świętowaniem.
 
Merce jest osobą bardzo gościnną i jej dom jest otwarty dla wszystkich. Trzy razy dziennie spotykamy się w kaplicy na modlitwach ze śpiewami z Taizé i każdy może się do nas przyłączyć. Merce, Tere i Xavi, którzy mieszkają w El Xiper, przychodzą bardzo często, podobnie jak wolontariusze i osoby otrzymujące tu pomoc. Dwa razy w tygodniu zamiast naszej modlitwy, uczestniczymy w modlitwie tutejszej wspólnoty. Każdej niedzieli wieczorem spędzamy pół godziny na cichej modlitwie o pokój odpowiadając na propozycję brata Aloisa z 2015 roku. Te chwile modlitwy są dla nas bardzo ważne, ponieważ stanowią chwilę wytchnienia w wypełnionym obowiązkami dniu oraz są okazją do refleksji i modlitwy za innych. Mimo, że nie jesteśmy wcale dobrymi śpiewakami, udało nam się stworzyć atmosferę modlitwy: nasz mały cud!
 
Rano pomagamy w banku żywności. Przygotowujemy wózki z jedzeniem do wydania, uzupełniamy półki i przygotowujemy paczki z mąką, warzywami, owocami, jajkami, cebulą i ziemniakami. Zaimponowało nam zaangażowanie wolontariuszy – kluczowe dla funkcjonowania ośrodka. Obiad spożywamy w „comedor” razem z osobami potrzebującymi. Uśmiech jest tu niezbędny, by móc coś z nimi dzielić. Krok po kroku zdobywamy ich akceptację. Popołudniami mamy trochę czasu wolnego, więc mamy okazję pobyć ze sobą, zdrzemnąć się, przygotować modlitwę…
 
Najważniejszym doświadczeniem były dla nas spotkania z ludźmi. Wielu z nich w głęboki i szczery sposób dzieliło się z nami swoim życiem i wiarą.
Marie (Francja), Marketa (Czechy) et Martina (Niemcy)


Bellvitge (Hiszpania)

Nasz czas wspólnotowego życia w Bellvitge dobiega końca. Był to czas bardzo intensywny i bogaty w doświadczenia. Okazano nam wielką gościnność, parafianie cieszyli się z naszej obecności.
 
Mieszkałyśmy w Bellvitge, które jest jedną z dzielnic drugiego pod względem wielkości miasta w Katalonii – Hospitalet de Llobregat – oddalonego zaledwie 30 minut jazdy metrem od centrum Barcelony. Bellvitge powstało zaledwie 50 lat temu, a tamtejsza parafia jest jeszcze młodsza. Powstała w 1993 roku i składa się z budynku kościoła, kaplicy, małej biblioteki, kilku biur (dla księży i pracowników fundacji La Vinya), banku żywności, kuchni, wielu sal spotkań i naszego mieszkania.
 
Modlitwa odgrywała bardzo istotną rolę w życiu naszej małej wspólnoty. Trzy razy dziennie modliliśmy się w małym, starym kościółku zwanym „la Ermita” i zlokalizowanym zaledwie trzy minuty drogi od miejsca, w którym mieszkałyśmy. Modlitwa zjednoczyła nas ze sobą, ale również z parafią. Praktycznie nie zdarzało się, żeby ktoś nie dołączył do nas w la Ermita.
 
Codziennie pracowałyśmy w parafii – pomagałyśmy w banku żywności, malowałyśmy sale i opiekowałyśmy się dziećmi na letnim obozie.
 
Poznawanie ludzi i dzielenie z nimi części ich życia sprawiało nam dużo radości. Ludzie tutaj okazują solidarność w bardzo konkretny, a zarazem dyskretny sposób. Przejawia się to we wspólnej pracy i znajdowaniu czasu na rozmowy o codziennych nowinach i radościach. Solidarność to nie przekazanie komuś wygranej na loterii czy bardzo efektywne pomaganie, ale po prostu towarzyszenie innym i dzielenie się z nimi.
 
Nasze wspólne życie było również okazją do wzrastania i uczenia się od siebie nawzajem. Mamy bardzo różne osobowości, więc zdarzały się napięcia wynikające z różnic kulturowych. W naszym wspólnym życiu zmagałyśmy się także z naszym ubóstwem i momentami czułyśmy się przytłoczone napięciami i problemami, ale dzięki modlitwie powierzałyśmy je Bogu i mogłyśmy zachować pokój serca…
 
Wczoraj wieczorem opuściłyśmy Bellvitge mówiąc „Adios” (i Adeu!) parafianom. Wszystkie czujemy się wzbogacone tym, co pzrzeżyłyśmy.
Natalie (Niemcy), Miriam (Niemcy) i Lena (Francja)

Hérouville Saint Clair (Francja)

Minął maj, a wraz z nim nasz czas w prowizorycznej fraternii w Hérouville Saint Clair. Jesteśmy tacy szczęśliwi, że mogliśmy coś takiego wspaniałego przeżyć!
 
Trzy dziewczyny: Sarah, Jule i Caterina wszędzie spotykały się z życzliwością dzięki swojej autentyczności i otwartości. Wiele osób przychodzących na codzienną modlitwę na nowo odkrywało radość prostej modlitwy – pięknej i przystępnej. Zjednoczyło to ludzi w sposób, który może zaowocować w przyszłości.
 
Piękne było również to, w jaki sposób dziewczyny wspólnie podejmowały decyzje, choć przecież nie znały się wcześniej. Radośnie otwierały się na innych ludzi i nowe doświadczenia, choć czasem musiały pędzić z jednego miejsca do drugiego! Warsztaty dla osób chorych psychicznie, spacery z osobami niepełnosprawnymi ruchowo, granie w różne gry ze starszymi samotnymi ludźmi, spotkania z dziećmi i uczniami gimnazjum, duszpasterstwo młodzieży, rozdawanie paczek żywnościowych – czasami tempo było zawrotne!
 
Pożegnanie na koniec niedzielnej Eucharystii przy udziale całej lokalnej wspólnoty było bardzo wzruszającym wydarzeniem! Przede wszystkim jesteśmy wdzięczni braciom z Taizé, którzy wpadli na pomysł tych małych wspólnot i za to, że ten projekt doszedł do skutku. To wielka zachęta, by inne piękne pomysły, które przynoszą radość komunii, wcielać w życie.
ks. Michel, Herouville


Dusseldorf-Gerresheim(Niemcy)

Mieszkamy w małym mieszkanku w uroczej części miasta Gerresheim. Co rano modlimy się w naszym mieszkaniu a wieczorem naprzemiennie w katolickim i protestanckim kościele. Zazwyczaj około 20-30 osób przyłącza się do nas. Pomagamy w domu dla starszych osób z demencją: gramy z nimi w różne gry, chodzimy na spacery, pomagamy ich karmić... Myślę, że to miejsce uczy nas, że sama nasza obecność może być pomocna – większość pacjentów nawet nie mówi po niemiecku, nie rozpoznaje ludzi dookoła, ale czują, że ktoś jest z nimi i zwraca na nich uwagę. A to jest ważne. Czasami popołudniu modlimy się z gośćmi w kaplicy tego domu.
 
Dwa razy w tygodniu chodzimy do szkoły podstawowej, żeby pobawić się z dziećmi i pomóc im w odrabianiu zadań domowych. Odwiedzamy też małe przedszkole, głównie dla uchodźców. Bierzemy również udział w projektach im poświęconych, jak na przykład międzynarodowa kawiarnia, gdzie uchodźcy z najbliższej okolicy mogą wypić filiżankę kawy i zjeść kawałek ciasta razem w miłej atmosferze. W ostatnią sobotę zorganizowano warsztat rowerowy – ci, których nie stać na naprawienie swojego roweru, mogli go tu naprawić za darmo. Dużo jest takich małych inicjatyw w tej części Dusseldorfu, gdzie mieszka tak wielu uchodźców. To bardzo piękne świadectwo!
 
W soboty odwiedzamy koptyjski kościół prawosławny; uczestniczymy w nabożeństwie i spotykamy się z ludźmi, którzy przyjmują nas jak członków rodziny. Wygląda to bardzo prosto – po nabożeństwie wszyscy zbierają się w jednym dużym pomieszczeniu, każdy przynosi coś do jedzenia i dzielimy się, rozmawiamy, śmiejemy... Organizowane są również spotkania dla młodych. W ubiegłą niedzielę mieliśmy modlitwę ze śpiewami z Taizé, a potem spotkanie poświęcone życiu w Taizé. Niektórzy planują przyjazd do Taizé tego lata. Tydzień wcześniej w niedzielę miały miejsce warsztaty o kulturowych różnicach pomiędzy Niemcami i Egiptem.
 
Nasz plan dnia jest ładnie zrównoważony. Są dni pełne pracy i różnych wydarzeń, ale mamy też czas dla siebie: na spacer, wyjście do miasta czy też wspólny wieczór w naszym mieszkaniu.
 
Każdego tygodnia otrzymujemy wiele zaproszeń. Ludzie wydają się być bardzo szczęśliwi, że tu jesteśmy, że mogą spotkać się, modlić wspólnie... my też cieszymy się z tego powodu. Czasami wydaje się nam, że dajemy tak niewiele, a otrzymujemy tak dużo.
 
Chciałybyśmy prosić o modlitwę za tych, którzy nas tu przyjmują.
Ebba ze Szwecji, Mareike z Niemiec i Nawojka z Polski


Sélestat (Francja)

To już nasz ostatni tydzień pobytu tutaj. W pierwszych trzech tygodniach brałyśmy udział w różnych programach socjalnych (rozdawanie ubrań i posiłków, dom dla osób starszych...). Dodatkowo mamy trzy modlitwy dziennie; modlitwy południowe i wieczorne są otwarte dla wszystkich. Każdego dnia ludzie przychodzą na południowy posiłek; modlą się z nami i przynoszą coś do jedzenia.
 
Przyjęto nas bardzo serdecznie i cieszymy się z tego, że możemy być częścią ekumenicznej wspólnoty w tej okolicy.
 
Wspaniałe jest to, jak wielu ludzi jest zaangażowanych w programy socjalne i życie parafii. W kontaktach, jakie tu nawiązałyśmy, widać wyraźnie, że solidarność zaczyna się poprzez bycie razem i zakorzenia się nie poprzez duże projekty, ale w braterskiej miłości.
 
Dzielenie każdego dnia codzienności w bardzo prosty sposób, bez pretensji do zmieniania świata, jest naszym sposobem na przeżywanie nowej solidarności.
Anna, Regina i Annika z Niemiec


Birmngham (Anglia)

W styczniu i na początku lutego w naszej wspólnocie na pięć tygodni zamieszkali Jenny i Jurg, młode małżeństwo ze Szwajcarii. Razem przez pięć tygodni tworzyliśmy jedną z tych „małych, prowizorycznych wspólnot”. Była trochę inna od pozostałych wspólnot ponieważ przyjęliśmy dwóch nowych członków do już istniejącej wspólnoty; wspólnoty, która jednocześnie będzie istnieć dalej po ich wyjeździe.
 
Razem odkrywaliśmy nowe sposoby bycia razem. Razem jedząc, mieszkając razem, rozmawiając i śmiejąc się razem, poznawaliśmy się wzajemnie. Tych pięć tygodni było prawdziwie wspólnym doświadczeniem.
 
Nasze początkowe oczekiwania, a także chyba nadzieje, że znajdziemy innych pragnących podjąć to samo długotrwałe zaangażowanie co my, jak do tej pory nie sprawdziły się. Za to systematycznie spotykamy się z przypadkami ludzi, którzy chcą dzielić takie życie w krótkich okresach czasu. Postawiło to przed nami pewne wyzwania, zrodziło potrzebę budowania relacji z nowymi osobami, uniemożliwiło dzielenie z innymi długofalowo odpowiedzialności za nasza wspólnotę.
 
Ale jest także niezmierna radość. Trudno wymienić te miliony małych rzeczy, które dzielimy. Wspólne życie poprzez nowe doświadczenia, odkrycia, nowe spotkania. Wzajemne wspieranie się poprzez rytm wspólnej modlitwy. Dzielenie się odmiennymi teologicznymi spojrzeniami ze świadomością, że możemy zasiąść przy wspólnym stole jak jedna rodzina.
 
Nauczyliśmy się, że czasami nie jest najlepiej trzymać się swoich decyzji zbyt kurczowo albo próbować wyjaśnić wszystkie szczegóły. Ale jednocześnie przekonaliśmy się, jak ważna i potrzebna jest stałość. Paradoksalnie to właśnie doświadczenie ciągłych zmian było dla nas wezwaniem, by trzymać się mocno tego, co jest istotą naszej wspólnoty. Rozumiemy lepiej, że najważniejsze wartości nie mogą podlegać dyskusji.
 
Jesteśmy zadowoleni z tej równowagi pomiędzy prowizorycznością i stałością, która wydaje się charakteryzować naszą przygodę do tej pory.
Carrs Lane Lived Community


Rotterdam (Holandia)

Przyjechałyśmy do Rotterdamu.
 
Zaproponowany nam program był dla nas na początku zbyt bogaty, ale po wspólnej rozmowie udało nam się go trochę zmodyfikować. W pierwszym tygodniu modliłyśmy się codziennie w kościele Paradijikerk i jadłyśmy w tym samym miejscu, więc nie miałyśmy zbyt wielu możliwości odkrywania innych rzeczy. Myślę, że lepiej byłoby mieć modlitwy w różnych kościołach.
 
Siostry Miłości, które ugościły nas w Paradijikerk, rozumiały nas wspaniale i jesteśmy im niezmiernie wdzięczne za przyjęcie. Teraz weszłyśmy już w rytm organizowania naszych modlitw trzy razy dziennie i małych prac, które są wcześniej do wykonania jak otwarcie kościoła, zapalenie świec i uderzenie w dzwony. To ostatnie sprawia nam najwięcej radości. Uruchomienie dwóch dzwonów równocześnie, jedną ręką, może stanowić wyzwanie, ale radzimy sobie coraz lepiej. To mniej są wielkie dzwony, brzmią raczej jak delikatne kościelne kuranty!
 
Naprawdę cieszymy się widząc coraz więcej ludzi przychodzących na naszą modlitwę. Miejscowi młodzi ludzie, którzy wiernie kontynuują modlitwę od czasu Europejskiego Spotkania sprzed czterech lat, wzięli nas pod swoje skrzydła i tak dobrze jest widzieć znajome twarze. Co piątek młodzi z parafii organizują modlitwę i dziś wieczorem biskup katolicki przybędzie, by modlić się z nami.
 
Angażujemy się również w różne projekty na terenie miasta. Pomagałyśmy siostrom Matki Teresy karmić bezdomnych. Uczestniczyłyśmy w kilku spotkaniach młodych w różnych parafiach w ramach inicjatywy biskupa katolickiego zwanej „Tour de la foi”, uczestniczyłyśmy w wydarzeniach organizowanych przez Paradijikerk.
Alina i Michaela z Niemiec i Sorcha z Anglii


Montpellier - Montferrier - Prades (Francja)

Nasza mała prowizoryczna wspólnota była goszczona w Montferrier-sur-Lez i Montpellier. Mieszkaliśmy w katolickiej szkole średniej. Rano spotykaliśmy się z ludźmi mieszkającymi na ulicy albo w złych warunkach, którzy przyjmowani są w „Solidarity Stop” w Montpellier. Odmienna rzeczywistość otwierała się przed nami, kiedy rozmawialiśmy z tymi ludźmi, a szczególnie kiedy ich słuchaliśmy. Ich życie jest często bardzo trudne, ale potrzebują rozmowy i bycia wysłuchanym. Zapraszaliśmy ich również na nasze modlitwy.
 
Byliśmy też regularnie zapraszani do duszpasterstw i grup młodzieżowych w całej diecezji Montpellier. Prowadziliśmy z nimi wiele interesujących dyskusji, także na tematy związane z powołaniem czy charakterystyką różnych wyznań ponieważ nasza mała wspólnota była ekumeniczna.
 
Mieliśmy okazję uczestniczyć w mszach św. i modlitwach z wieloma grupami religijnymi: z siostrami z Betlejem w ich klasztorze w Mougères, z dominikanami, z księdzem odpowiedzialnym za „Stop”, w dwu parafiach protestanckich, kilku parafiach katolickich, z biskupem i jego współpracownikami w domu diecezjalnym. Byliśmy też zaproszeni do meczetu.
 
Ta podróż pozwoliła nam udowodnić, że życie razem, modlitwa, dzielenie posiłków i uczuć pomiędzy ludźmi o odmiennym pochodzeniu, kulturze i języku jest możliwe. Jesteśmy bardzo wdzięczni tym, dzięki którym to doświadczenie było możliwe i tak radosne.
 
Xiaochen z Chin, Cândido z Portugalii, Lukas z Niemiec


Chatillon (Francja)

Trudno uwierzyć, że pięć tygodni już minęło i jesteśmy z powrotem w domu. I również trudno znaleźć słowa, by opisać nasze przeżycia; nigdy nie będziemy w stanie wyrazić naszej wdzięczności parafii w Chatillon i Wspólnocie Taizé za to, że pozwoliły nam doświadczyć czegoś, co przemieniło nasze życie.
 
Niczego nie można zakładać z góry; początki nie były łatwe. Potrzeba czasu, by stworzyć wspólnotę, gdy pochodzimy z czterech różnych krajów o odmiennej kulturze, z tak różnych środowisk... Ale na koniec nasze wysiłki przyniosły owoce: przyjechałyśmy obce sobie nawzajem, wyjeżdżałyśmy jako przyjaciele, a nawet siostry.
 
Dni były bardzo różne, czasmi brałyśmy udział w zajęciach w parafii, czasami jechałyśmy do Paryża, albo gdzieś w diecezji, by zobaczyć, jak żyją tam chrześcijanie.
 
Odkryłyśmy też, jak ważna jest modlitwa dla życia razem. Czas spędzany razem, by ofiarować Bogu nasze przeżycia, naprawdę pomagał nam w codziennym życiu.
Amandine, Katharina, Sandra i Chimène


Leeuwarden (Holandia)

Czas biegnie nieubłagalnie i oto już mija miesiąc od naszego przyjazdu. Nasza przygoda dobiega końca i nadeszła godzina wyjazdu, pożegnań, życzeń „do zobaczenia” i „wszystkiego dobrego”… Wyjeżdżamy z sercami przepełnionymi szczęściem i walizkami pełnymi pamiątek. Nadszedł czas, by wrócić do naszej codzienności, naszych przyzwyczajeń, tradycji, rodzin i krajów […] Podczas tego miesiąca urośliśmy, dojrzeliśmy i zmieniliśmy się! Tak, dzisiaj możemy powiedzieć z całą pewnością, że udało nam się stworzyć małą wspólnotę, jakkolwiek by ona nie była tymczasowa. Jesteśmy dumni, że wyruszyliśmy na tę drogę i dotarliśmy do jej końca. To jedno z najpiękniejszych doświadczeń, jakie mogliśmy przeżyć – spróbować stworzyć coś tak silnego, intensywnego i żywego!
 
Jesteśmy wdzięczni wszystkim, którzy nas ugościli z bliska i z daleka, w pracy i w Kościele. Wszystkim, dzięki którym ten czas pozostanie na zawsze w naszych sercach, mówimy ogromne DZIĘKUJĘ!
Camille


Amstetten (Austria)

Każdego poranka modlimy się w naszym domu. Miło jest zacząć dzień od śpiewu i ciszy. Chociaż czasami trudno jest wstać wcześnie, wszyscy jesteśmy zmotywowani do porannej modlitwy i cenimy ją sobie. Po modlitwie jemy wspólnie śniadanie, po czym udajemy się do swoich zajęć. Dwie z nas, dwa razy w tygodniu, pomagają w «sklepiku socjalnym», gdzie ludzie o niskich zarobkach mogą kupić żywność w bardzo tanio; trzecia osoba pomaga w sklepie z używaną odzieżą. Obsługujemy tam klientów, a także pijemy kawę i spędzamy poranek z innymi pracownikami. We wtorek udałyśmy się do klasztoru, w któym większość sióstr jest w zaawansowanym wieku. Spędziłyśmy z nimi trochę czasu i pomogałyśmy im w prostych pracach.
 
Niemal każdego dnia w południe modlimy się w kościele przy klasztorze w Amstetten, gdzie modlą się franciszkanki, czasami dołączają się do nas uczniowie z przyklasztornej szkoły. Obiad jemy w szkolnej stołówce, gdzie spotykamy się z nauczycielami.
 
Niemal każdego dnia w południe modlimy się w kościele przy klasztorze w Amstetten, gdzie modlą się franciszkanki, czasami dołączają się do nas uczniowie z przyklasztornej szkoły. Obiad jemy w szkolnej stołówce, gdzie spotykamy się z nauczycielami.
 
Popołudniami mamy inne zadania, na przykład w poniedziałki odwiedzamy starsze osoby w klubie prowadzonym przez Czerwony Krzyż, w czwartki chodzimy do świetlicy dla nastolatków z problemami w nauce, a piątki spędzamy w podobnej świetlicy dla dzieci. Modlitwy wieczorne odbywają się najczęściej w kościele niedaleko naszego domu, często przyłączają się do nas osoby mieszkające w okolicy. Czasem organizujemy modlitwę wieczorną w innym miejscu lub włączamy się ze śpiewami z Taizé do modlitwy organizowanej przez inne grupy.
Ashley, Nynke i Wilma

Mantua (Włochy)

Rytm naszych dni wyznaczały trzy modlitwy oraz służba w miejscowym oddziale Caritas. Pełniliśmy posługę w stołówce dla osób w trudnej sytuacji materialnej, spotykaliśmy się z tymi osobami, podawaliśmy im posiłki, myliśmy naczynia i sprzątaliśmy pomieszczenia, przygotowywaliśmy posiłki na wynos itp. Braliśmy też udział w licznych spotkaniach: z grupami młodzieży, w szkołach, w Kościołach różnych wyznań oraz z biskupem Mantui. Mogliśmy w ten sposób dawać świadectwo naszego życia wspólnotowego, naszych motywacji, naszej wiary.
 
Niektóre spotkania były dla nas wyzwaniem, ponieważ młodzi ludzie zadawali nam pytania, które skłaniały do głębszego zastanowienia nad naszą wiarą. Było wśród nich wielu agnostyków i osób sceptycznych wobec Kościoła, ale spotkaliśmy się z nimi z otwartością i doświadczyłem, że jakimś sposobem znajdowaliśmy odpowiednie słowa w rozmaitych sytuacjach. Zapraszaliśmy wszystkich na nasze modlitwy. Czasami modliliśmy się sami, czasem z liczną grupą ludzi. Była też niewielka grupa osób, które regularnie przychodziły na modlitwy.
 
Podczas naszego pobytu byliśmy goszczeni w parafii w miejscowości Suzzara i muszę przyznać, że wszyscy – księża, wolontariusze czy panie, które przychodziły gotować – byli dla nas niezmiernie życzliwi. Myślę, że było to wspaniałe doświadczenie dla obydwu stron. To dziwne: przybyliśmy tam z pustymi rękami, a jednak mogliśmy dać i otrzymać tak wiele. Czuliśmy się jakbyśmy byli członkami rodziny.
Tobias

Bragança (Portugalia)

Nie możemy uwierzyć, że minęły już dwa tygodnie naszego pobytu w Bragança. To wspaniały czas, podczas którego poznaliśmy wiele sympatycznych osób.
 
Jesteśmy również zadowoleni z pracy w instytucji, która zajmuje się pracą socjalną. Większość czasu spędzamy z osobami starszymi żyjącymi w ubóstwie. Śpiewamy z nimi, zaprowadzamy do kościoła, ale przede wszystkim staramy się z nimi rozmawiać. Początki były trudne, ponieważ nie znałyśmy portugalskiego, ale teraz nauczyłyśmy się już, że komunikacja odbywa się również za pomocą mieszanki języków i uśmiechów. Dwa razy z tygodniu pracujemy też z dziećmi z ubogich rodzin. Podoba nam się praca z ludźmi i spędzanie z nimi czasu. Każdego dnia coraz lepiej się poznajemy i stajemy się sobie coraz bliżsi.
 
Na każdą wspólną modlitwę przychodzi ktoś, by modlić się z nami.
Lisa, Magarete i Anna w Bragança


Moresnet (Belgia)

Ruta, Ines i Pascal powrócili już do swoich domów. Te cztery tygodnie, jakie spędzili w Domu Jeana Arnoldsa w Moresnet (Belgia) pozostawiły po sobie wspomnienia intensywnych spotkań. Wszyscy ci, którzy uczestniczyli w modlitwach, czy też wspólnych posiłkach byli zadowoleni z ich pobytu: osoby starsze, uczniowie i kandydaci do bierzmowania, osoby chore, niepełnosprawne, ubogie i bezdomne, członkowie naszej wspólnoty…
 
Doświadczyliśmy piękna nawet w sytuacjach, które mogłyby nas deprymować, jak konfrontacje z cierpieniem innych i ich słabościami. A jednak radość była wciąż obecna w momentach ciszy i bezinteresownej wdzięczności.
 
Znajdujemy się w pobliżu granic trzech państw i na nowo zdaliśmy sobie sprawę w tego, jak ważne jest poszukiwanie wspólnego języka oraz słuchanie siebie nawzajem. Wspólna modlitwa prowadziła nas, przynosiła ulgę i dodawała sił.
 
Wszyscy mieszkańcy Domu Jeana Arnoldsa jesteśmy wdzięczni, że mogliśmy gościć u siebie małą tymczasową fraternię.
Renate, Moresnet


Roanne (Francja)

Nasza podróż do Taizé, w którą wyruszyliśmy 13 września, a której celem było spotkanie i przywiezienie do nas młodych gotowych założyć małą prowizoryczną fraternię, była wspaniałą okazją do dzielenia się radością. Nasza grupa liczyła 47 osób. Bardzo cenny był czas, jaki spędziliśmy na wprowadzeniach biblijnych oraz wymianie myśli w małych grupach. Uczestnicy tego wyjazdu do dziś okazują mi swoją wdzięczność, kiedy ich spotykam.
 
Marlène, Michelle i Katja rozgościły się już w parafii św. Anny. Aby dojechać do misji chrześcijańskiej, do świątyni, do ośrodka maryjnego wykorzystują rowery… Jeśli muszą dojechać gdzieś dalej, zazwyczaj znajduje się ktoś, kto może je zabrać samochodem. Ludzie są wzruszeni widząc te młode dziewczyny, które bezinteresownie poświęcają swój czas, by spotykać się z innymi ludźmi.
 
Modlitwa jest piękna, choć na razie nasza wspólnota liczy niewiele osób.
 
Te odwiedziny są wielką szansą, by wzajemnie się poznawać i wzrastać w jedności w Roanne!
 
Dziękujemy!
Isabelle Dumas, Roanne


Kijów (Ukraina)

To, co najbardziej mnie zaskakuje podczas pobytu w Kijowie, to radość, z jaką ludzie witają naszą małą grupkę z Taizé, która przyjechała, aby ich poznać i spróbować im pomóc. Myślę, że w świetle niedawnych wydarzeń to dla nich bardzo ważne, że są ludzie gotowi do nich przyjechać i się z nimi spotykać.
Ilan (Francja) z Kijowa
Podczas pobytu w Kijowie urzekły mnie śpiewy podczas prawosławnych liturgii. Na wszystkich nabożeństwach, w jakich dotychczas uczestniczyłem, obecny był chór, pięknie śpiewający co najmniej na dwa głosy. Podczas uroczystych celebracji, na przykład w niedzielę w klasztorze w Ławrze, śpiewa chór, który nadaje im wręcz piękno koncertu.
Matthias (Niemcy) z Kijowa


Bruksela (Belgia)

Życie w prowizorycznej fraterni w Poverello układa się dobrze zarówno dla Brama, Benjamina, Marca i Paula, jak i dla nas, rodziny Poverello, czyli wolontariuszy oraz gości, który przychodzą do nas na posiłek lub pomieszkać przez pewien czas. Codziennie przygotowujemy ponad 700 posiłków w różnych ośrodkach Poverello w Brukseli, możemy również ugościć 55 osób. Osoby, które do nas przychodzą, obok problemów materialnych i praktycznych, mają wielką potrzebę miejsca, w którym znajdą odpoczynek, które pomoże im odzyskać równowagę oraz w którym będą mogli spotkać innych ludzi.
 
Chłopcy z małej prowizorycznej fraterni dbają o to, by trzy razy dziennie spotykać się na wspólnej modlitwie. W tym czasie do naszej małej domowej kaplicy zaglądają również wolontariusze, a niekiedy także goście Poverello.
 
Widzimy, że chłopcy bardzo angażują się w swoją pracę i interesują się życiem Poverello. Dla nas ich obecność i modlitwa jest ogromnym wsparciem oraz zachętą do wytrwania w codziennej pracy.
Johan, w imieniu rodziny Poverello, Bruksela


Porto (Portugalia)

„Trudno nam uwierzyć, że minęła już ponad połowa naszego pobytu w Porto. Wielkim błogosławieństwem są dla nas napotkane osoby, w wieku od 2 do 87 lat, które wydają się szczęśliwe z natury. Jesteśmy wśród nich i wiemy, jak wielki to przywilej oglądać przez chwilę świat ich oczyma.
 
Wydaje nam się, że bardzo doceniają tu obecność trójki osób, które żyją ich codziennym życiem, starają się poznać ich parafię i sąsiedztwo, żyją i modlą się w inny sposób, nawiązują kontakty tam, gdzie tabuny turystów tylko przemykają; które odkrywają, jak niezbyt zamożni mieszkańcy tego miejsca mają jednak wiele do zaoferowania i podzielenia się.
 
Chociaż bariera językowa stanowi dla nas wyzwanie, język miłości, służby i poświęcenia dla innych jest tu bardzo doceniany. Dzięki niemu wybaczone nam są błędy gramatyczne i zwroty w Portuñol (mieszanka portugalskiego i hiszpańskiego).
 
Mamy szczęście, że możemy się zaangażować we wszystkich wymiarach pracy parafialnego centrum socjalnego: chodzimy z dziećmi na plac zabaw i pilnujemy, żeby wśród zabaw i szaleństw nie pogubiły czapeczek. Pomagamy przy pracy z bezdomnymi, z których jeden okazał się pasjonatem gitary i bardzo polubił śpiewy z Taizé. Organizujemy gimnastykę dla osób starszych, a przemiłym staruszkom, które mają problemy z chodzeniem, towarzyszymy w wyprawach na kawę lub w odwiedziny do krewnych.
 
Organizujemy również modlitwę trzy razy dziennie - dla naszej grupy o poranku, krótką południową dla tych, z którymi pracujemy oraz w Igreja de São José das Taipas wieczorem. Naszą wspólnotę stanowią sąsiedzi z dzielnicy Vitória i ludzie z całego Porto, którzy są najwyraźniej zadowoleni, że przywieźliśmy ze sobą odrobinę Taizé (ikony, książeczki, sposób modlitwy i miejmy nadzieję - o wiele więcej)."
Jeanne, Judith i Yolanda, z Porto


Printed from: http://www.taize.fr/pl_article16977.html - 23 September 2019
Copyright © 2019 - Ateliers et Presses de Taizé, Taizé Community, 71250 France